czwartek, 13 lutego 2014

Kocie Candy u MrÓ :)


Czarny kotek jest logiem mojej biżuterii. Chyba nie przypadkiem też wybrał mnie czarny kot,mój Marian. Z okazji tego, że 17 lutego mamy międzynarodowy dzień kota a ja kota mam :) Ogłaszam Candy. Kocie Candy :) Do wygrania klipsy na buty i kolczyki :) Zestaw wygra jedna osoba :) Sponsorem jest Marian ! :) 

Candy trwać będzie do 10 marca 2014 do godz. 24:00 :) 11 wylosuję zwyciężcę :)

Zasady są następujące :

1. Zgłoś swój udział zostawiając komentarz z adresem strony lub bloga, przez który mogę się z Tobą skontaktować (ewentualnie email, jeśli nie posiadasz strony lub bloga).

2. Podlinkuj banerek na swoim blogu- stronie ( jeśli posiadasz ) lub na profilu na Facebooku.


3. Każdy z nas spotkał kiedyś kota :) Nawet osoby, które ich nie lubią mają z nimi jakieś wpomnienia, a może masz kota lub kilka, a może chcesz mieć ? Napisz proszę w komentarzu o Twoich wspomnieniach związanych z kotem :)









38 komentarzy:

  1. Moje kocie historie nie należą do miłych, nie mniej jednak wierzę, że gdzieś tam jest kocurek z którym się polubimy:) Dużo lepiej dogaduję się z psiakami, ale uwielbiam patrzeć na koty, mają w sobie mnóstwo dostojeństwa i gracji, piękne stworzenia, gdyby jeszcze tak nie drapały ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to ja myślę, że Marian byłby kotem dla Ciebie. Nigdy nie słyszałam ani nie widziałam żeby się wkurzył, syczał, drapał albo pychał. Może na inne koty ale nie ma człowieka. Agresja u Mariana wynosi 0. U weterynarza pobierali mu krew trzymając za łapkę z wbitą w nią igłą i nawet nie jęknął tylko miał wielkie oczy. Drapnął mnie dwa razy, jak mu podawałam środek uspokajający przed lotem do pyszczka ( musiał być wstrętny bo tabletki łyka bez problemu) i chciał uciec i jak raz pobiegł za rzuconą myszka- zabawką i postanowił użyć moich ud jako trampoliny :)

      Usuń
  2. Jakie fane te klipsy. Pierwszy raz takie coś widze ale bardzo efektowne :))
    Zapraszam do nas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Swojego kota nigdy nie miałam.. od małego byłam tylko "psiarą".. może za niedługi czas pojawi się u mnie jakiś kocurek, chociaż nie wiem co na to by powiedział mój pies..hmm ciekawe:) ...
    Jeśli chodzi o wspomnienia.. ojej..to mam różne.. widziałam nawet ludzi, którzy wracali się szybko na chodniku. bo czarny kot przeszedł im drogę.. i uciekali na drugą stronę... spadające koty z wysokich pięter bloków.. itp ... ale chyba to co utkwiło mi w pamięci najbardziej to wizyta mojej sąsiadki... było gorące lato więc zawsze na noc w pokoju rodziców był otworzony balkon.. o godzinie 3 w nocy moja sąsiadka zapukała do drzwi jak gdyby nigdy nic, w pełnym makijażu i ubrana jak w dzień, trochę spanikowana, że u nas jest jej kot... a my mamy psa... moja mama była jeszcze nieprzytomna stała przy drzwiach i nawet nie zdążyła nic powiedzieć jak sąsiadka wychodziła już kotem na rekach... rano myślała, że to tylko był sen... ale sąsiadka przyszła z przeprosinami, za nocną pobudkę...
    Oczywiście próbuję swoich sił chociaż w moje szczęście nie wierzę :) ale co mi szkodzi...
    Pozdrawiam Cię serdecznie i oczywiście podrap Mariana ode mnie..za uszkiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś tam czeka na Ciebie Twój kot. Ja też zawsze byłam psiara a koty były na ogrodzie, choć je zawsze lubiłam to nigdy specjalnie nie zagościły w mym sercu. I nagle dorosłam do kota :) Najbardziej chciałabym mieć psa i kota bo one się pięknie uzupełniają :) Kto posiada, ten wie :)

      Usuń
  4. Moja Córeczka uwielbia wszelkie zwierzątka - szczególnie małe :-)
    Latem u mojej Przyjaciółki był mały, dziki kociak, z którym Mała się bawiła.
    Niestety kociak miał wyjątkowo ostre pazurki i podrapał ją do krwi - od tej pory muszę przekonywać ją, że kotki są fajne - mimo to ;-)

    Cudne te Twoje spinki! Zapisuję się na zabawę :-)
    Pozdrawiam
    Ola - Lexie's Art

    http://oo-lexiesart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawa dzieci ludzkich i kocich najczęściej tak się kończy :)))))

      Usuń
  5. Z chęcią przyłączam się do "kociego candy" :)
    Lat temu wiele (kocich pokoleń chyba 4), mieliśmy parkę kociąt, z których jeden kocurek był wyjątkowo ciapowaty. Latem, gdy miał zaledwie 1,5 miesiąca, znikł nam z oczu na parę godzin. Chodziliśmy, szukaliśmy w ogrodzie, pod każdym krzakiem i kamieniem, nawoływaliśmy znajdę. I usłyszeliśmy... Miauczenie, ale jakieś takie dziwne, jakby zwielokrotnione, z echem. Mały rozrabiaka wszedł do STUDNI! A właściwie do niej! I siedział, przerażony, na cembrowinie. Próby ratunku przyjmował po kociemu - czyli usiłując wydrapać z wybawcy życie. Wydostaliśmy go w końcu po krótkiej walce. I zmienili łobuziakowi imię.... Od tej pory był Studentem :-)

    Podlinkowany baner jest już na moim blogu http://sutasz-agi.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się uśmiałam ze Studenta :D

      Usuń
  6. W dzieciństwie mieszkały ze mną koty, teraz niestety nie mogę mieć. Jak myślę o nich, to od razu mi się przypomina najstarsza kotka, która przez długi czas sypiała w nocy na mojej poduszce - oczywiście najwygodniej było jej spać na mojej głowie :)
    http://mosca-sutasz.blogspot.com/

    Pozdrowienia dla Mariana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marian gdyby tylko móg spał by mi na twarzy :) Kiedyś miał przywilej spania ze mną, ale został zepchnięty z piedestału hihihi

      Usuń
  7. Witaj, Magdaleno.
    Twoj blog polecila mi Zosia K., wiedzac, ze i ja mam pelnego hyzia na punkcie mojej koteczki, a jakze - czarnej, o imieniu Maciejka, w skrocie Miecka. To pelna swiruska, ale rozumiemy sie i smiem twierdzic, ze kochamy ponad wszystko. To moj pierwszy kot w zyciu, bo do tej pory preferowalam i miewalam psy. Miecka jest spadkiem po mojej corce, ktora przestala miec dla niej czas. Po raz pierwszy ujrzalam te czarna kropeczke, kiedy miala 2-3 tygodnie i miesiac musialam czekac, zanim u nas zamieszkala. Wtedy i corka jeszcze byla z nami i to bylo jej kociatko. Kiedy mloda sie wyprowadzila i zaczela pracowac, Miecka calymi dniami byla sama w domu. Wzielismy ja wiec do nas z powrotem i do towarzystwa ma Kire, nasza sunie.
    Oto adres mojego bloga:
    http://swiattodzungla.blogspot.de/
    gdzie mozesz zobaczyc zdjecia Maciejki i przeczytac posty o niej (etykiety: Maciejka).
    Banerek oczywiscie zamieszczony.

    P.S. Twoje wyroby mnie zachwycily :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciejka vel. Miecka jest piękną kicią.Oj jak by ładnie z Marianem wyglądała. Cieżko by było się połapać :) Fajnie, że macie też sunię. Dwie dziewuchy,musi się dziać :D

      Usuń
    2. Dzialo sie wczesniej, bo zyly z nami pod jednym dachem trzy ucielesnione bestie, zwane corkami. Teraz sie powyprowadzaly, wiec jest spokoj :))) Biedny moj maz, zawsze same baby w domu ;)

      Usuń
  8. 1. http://handmadeowehobby.blogspot.com/
    2. Gotowe :)
    3. Kiedyś mnie kot podrapał. Ale ogólnie lubię te zwierzęta, u rodziny na wsi jest jeden, wszycy omijają go szerokim łukiem "bo ugryzie". Dziwne, ale ze mną nawet spał w łóżku i przez cały pobyt był bardzo miły, nikogo nie drapał ani nie gryzł. Trzeba chyba mieć do tych zwierzaków odpowiednie podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo atrakcyjna nagroda i sponsor jakże urodziwy :D dołączam do zabawy!
    mój blog: http://anzaart.blogspot.com/

    Nie mam kota (jeszcze) ale hodowałam kiedyś kociaka - Kłębuszka w piwnicy, tato myślał, że to szczur :-) a potem zabrały go inne koty...
    Poza tym mam zamiar wybrać się z okazji święta kota do schroniska pod miastem, gdzie z tej okazji organizowane są dni otwarte kociarni :) przy okazji będę mogła oddać im stary kocyk i pomarzyć o własnym futrzaku...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wypisuję się z konkursu, bo nie mam butów do takich klipsów, a uszy nieprzekłute... ale opowiem swoją historię. Na jednym z moich blogów jest po lewej fotka czarnego kota. Ma on swoję historię, bo to poniekąd przez koty blog ten w ogóle powstał. Dawno, dawno temu nie miałam warszawskiego bloga tylko wrzucałam zdjęcia na fotoforum gazety. W tym podwórkowe koty, służył do tego oddzielny wątek. Nie na jedna oczywiście, ale grono zaprzyjaźnionych osób. I się moderator przyczepił, że koty to nie na forum Warszawa, ale na forum koty. I nam ten wątek przeniósł. Walczyliśmy o przywrócenie tego wątku, aż nas za karę zbanowano na kilka dni. Sporo z nas się wtedy wkurzyło i założyło swoje blogi. Ja swój jeszcze na wirtualnej polsce, potem dopiero przeniosłam się na bloggera. W sumie nieźle wyszło, bo mój blog działa do dziś, a fotofora gazety chyba ledwo zipią, w każdym razie nie ma tam już tych ludzi co kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  11. No to ja się zapiszę- uszy przekłute, buty są:-) kota nie ma, ale są trzy psy:-)))))
    Zapraszam do mnie na: http://5porroku.blogspot.com/
    Pozdrawiam Mariana:-)))))
    Podziwiam Twoje pasje, jestem Wodnikiem i też nie siadam przed TV:-)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie uszy niestety nie przekute :) ale cóż zawsze można komuś sprawić piękny prezent, natomiast jestem bardzo ciekawa jak spinki prezentowałyby się na moich zamszowych żółtych balerinach :)
    Zapraszam również na moje naszyjnikowe Candy http://krofkaem.blogspot.com/2014/02/candy-u-krofki.html
    A na kociakowego przyjaciela już dawno choruję, tym bardziej, że taki to właśnie czarnuszek jak Twój nam zginął w sensie poszedł na dłuższy spacer i już nie wrócił :(
    Myślę i myślę i wciąż czekam na lepsze warunki do jego przyjęcia.
    Pozdrawiam ciepło
    M

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdybym chciała opisać swoje wspomnienia związane z kotami, to wyszłoby mi takie tomiszcze jak "Potop" co najmniej :)
    Chyba najwięcej pięknych chwil przeżyłam z moją pierwszą kotką, którą dostałam będąc w pierwszej klasie podstawówki - żyła 18 lat i niestety odeszła tydzień temu, ale w sercu pozostanie już na zawsze. Na dzień dzisiejszy zostało mi jeszcze 11 futerkowców, głównie zbieranina różnych porzuconych, zabłąkanych, nawet jeden potrącony przez samochód się znalazł :) Oj, zdecydowanie byłoby o czym pisać :)
    Banerek na pasku bocznym (blog.sowiarnia.pl) :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Koty były w moim rodzinnym domu zawsze :) Ciągle je skąś przynosiłam. Kiedyś przyniosłam trzy, maleńkie ślepe, ktoś je zostawił przy śmietniku :( Rodzice nie byli wtedy szczęśliwi, ale udalo się je wykarmić mlekiem ze strzykawki i dwa oddaliśmmy w dobre ręce a jeden zostal u mnie. Nie pamiętam co sie z nim stało... Póżniej był czarny Maciek- cudny, bardzo mądry ( podobny do Twójego Mariana), zaginął w moje 18 urodziny, no i ostnia czarna Puma, która zrobiła ze mnie babcię;) trzech ślicznych kociaczków...
    Obecnie nie mam żadnego zwierzaczka, ale mój starszy synek bardzo mnie do tego namawia...:)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ewa S.
    http://rybkazet31.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Z przyjemnością zapisuję się do zabawy
    mój blog: http://czarymarydori.blogspot.com/

    A teraz kocia opowieść....
    Gacuś zwany też Gackiem jest moim trzecim, aktualnie zamieszkującym dom kotem.
    Wcześniej, dużo wcześniej, kiedy miałam 2-3 latka miałam uroczego Buraska. Ze znajomości z nim niewiele pamiętam. Tylko tyle, że bawił się ze mną, a jak chciał wrócić z wyprawy po łące, drapał w szybę balkonu :) W sumie nie wiem kiedy się pojawił i kiedy znikł, ale chyba poznał jakąś uroczą Kocicę do towarzystwa i jak to rasowy Kocur - ulotnił się od nas :)
    Drugi mój kot to Pixel. Zawitał do nas jako mała, nikomu nie potrzebna czarna kuleczka z biała plamką. Kiedy tato go przyniósł, był zmarznięty i drżał z wyziębienia. Nie rozumiałam jak takie maleństwo można wyrzucić na mróz!
    Szybko się zadomowił i pokazał nam gdzie jest jego i nasze miejsce. Pani mogła siedzieć na kanapie, Pan nigdy blisko Pani, a ja musiałam mu odstąpić własny jasiek, gdyż "Królewska Mość" musiała mieć najlepsze miejsce w salonie. Był naprawdę uroczy i kochany. Uwielbiał pieszczoty i zabawy. Niestety, nie wszyscy lubią zwierzęta i są wobec nich bardzo okrutni.... Podejrzewamy, że został otruty przez pewne wstrętne babsko, do którego zaglądał na podwórko. Niestety nie udało się go uratować...
    Przez wiele lat nie miałam zwierząt.
    Pewnego letniego dnia ubiegłego roku, przy drzwiach naszego domu przywitał nas uroczy czarny kociak. Miał kilka miesięcy. Był zabawny i wesoły. Biegał wokoło i łasił się do nóg... Przypominał mi "Królewską Mość". Został na stałe! I choć mąż nie jest fanem kotów, to powoli przekonał się do tego małego wiercipięty. Nawet nadał mu imię - Gacuś :)
    Podobno koty wybierają jednego pana, więc tym się sugerując, Gacek na Panią wybrał mnie! :) Jeśli tylko usiądę lub kucnę, od razu wskakuje na kolana i domaga się głaskania, a później w najlepsze śpi słodko mrucząc i machając ogonem. Mąż i synek są do innych spraw. Syn to zabawa na wszystkie sposoby. Mąż zaś, nie uwierzycie, ale jako wcześniejszy posiadacz dwóch psów, tresuje Gacka i to z dużym powodzeniem :) Nasz ok. roczny mruczuś umie siadać i podawać łapę, a także wskakiwać na wskazane przedmioty :) Co będzie dalej, czas pokaże... I niech mi nikt nie mówi, że koty są głupie. Dla nich po prostu nie utworzono profesjonalnych szkół ;)
    Na pewno będzie z nami przez długie lata.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam czytać Wasze historie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. te klipsy są supernackie :) gratuluję kreatywności - biżuteria do butów - bomba :)
    co do kociaków to miałam ich w moim życiu wiele oj wiele (dzisiaj jestem zdecydowaną psiarą) - piszę w czasie przeszłym bo chyba nigdy nie będę już miała kociaków - dlaczego? - kot to indywidualista, chodzi swoimi drogami, na smyczy go prowadzać - aż się serce kraje, a mnie potrzeba przytulaka, który w nocy będzie moje nogi grzał, a nie je podszczypywał i zapraszał do zabawy - i pomimo mnóstwa cudownych wspomnień związanych z kociakami (jednego sama wykarmiłam łyżeczką :) nie mam serca zamykać ich w mieszkaniu w bloku i ograniczać ich wolności (wszytskie moje kociaki miały mnóstwo wolności i przez to żaden nie zmarł ze starości - i to wspomnienie przyćmiewa wszystkie choćby najmilsze i powoduje, że jestem dzisiaj psiarą, a nie kociarą...)
    k-madebyhand.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. śliczne fanty - uwielbiam kotki małe, duże, szare, białe,kolorowe, poprostu wszystkie. A wspomnień z kotkami mam na całąksiążkę.
    kreatywnybazarek.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Z chęcią dołączę się do zabawy :)
    Jeśli chodzi o koty, to ...wolę psy ;p Choć nie zawsze tak było. W dzieciństwie uwielbiałam koty. Kiedy tylko słyszałam hasło, że jedziemy do cioci na wieś, cieszyłam się na myśl o spotkaniu z króliczkami, kaczuszkami i kotami. Nigdy nie siedziałam z dorosłymi przy stole, wolałam łazić po podwórku i ganiać zwierzaki :) W mieście nie było tyle luzu i przestrzeni...
    Gdy miałam jakieś 13 lat zaprzyjaźniłam się z Anką, która mieszkała na obrzeżach miasta w domku jednorodzinnym. Miała kotkę - Laylę, która lubiła wybywać na dłuższy czas i wracać z dobytkiem w brzuchu ;P Mama Ani dostawała szału po kolejnym wypadzie kotki, ale my się cieszyłyśmy i z niecierpliwością obserwowałyśmy rosnący brzuszek Layli. Któregoś dnia kotka nagle zniknęła. Podejrzewałyśmy, że ukryła się w jakimś miejscu, żeby wydać na świat małe, ale nigdzie nie mogłyśmy jej znaleźć. Po jakimś czasie (siedziałyśmy wtedy akurat na dachu) usłyszałyśmy miauczenie, ale -o dziwo - z wewnątrz domu. Weszłyśmy do środka, nasłuchując miauczenia. Coś mówiło nam, że znajdziemy ją w kanapie. I tak też było. Kotka umościła się w kanapie i wśród starych puchowych poduszek i koca wydała na świat cztery śliczne kociaki :):)
    Ech...jestem psiarą, ale miło było sobie przypomnieć te chwile beztroski :)
    Dziękuję :) http://agasutasz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękne rzeczy tworzysz. :) Z ogromną chęcią przyłączę się do zabawy. Banerek możesz znaleźć na moim blogu: www.trzyrazyer.blogspot.com :)
    Jeśli chodzi o wspomnienia związane z kotem/kotami... Ha, ha... Mnie, jako właścicielce Mruczka Kota Bazylego vel Bazyliszka ich nie brakuje... Najżywsze wspomnienie dotyczy dnia, w którym ów Mruczek Kot Bazyli vel Bazyliszek został przetransportowany ze schroniska, w którym na swoje nieszczęście przebywał, do nowego domu. Pamiętam, że przez cały dzień nie wychodził spod kanapy... Wyszedł dopiero wtedy, kiedy skusiłam go stosownymi smakołykami. Dużo jest kotów w moim życiu - obecny był też Kot Maciek, z którym wychowywałam się jako mała dziewczynka. Wydawał mi się wtedy taki ogroooomnyyy! Do tej pory nie wiem, czy działo się tak za sprawą tego, że byłam małą dziewczynką, czy rzeczywiście był tak wielki... W każdym razie Maciek był wyjątkowy, bo wysłuchiwał moich wszystkich zwierzeń - żalów małego podlotka włóczącego się samotnie po wiejskim podwórku. I dzielnie to znosił. Pamiętam też Kota Franka, który przez czas jakiś włóczył się po naszej okolicy. Był taki gruby :P Oj, wiele tych kotów się pałęta... :)

    OdpowiedzUsuń
  21. O którym kocim wspomnieniu by Ci napisać? Przez mój dom - mini kocie schronisko :) przewinęło się ich tyle, że mogłabym książkę napisać :) Pamiętam każdego, ale opowiem o Ciapce, bo jest to kot, który dokonał cudu. Znaleziony na ulicy, ledwo na oczy patrzący kociak mieszkał u nas przez parę tygodni, zanim trafił do nowej rodziny. Zakochaliśmy się w Ciapce wszyscy, nawet rezydujące i panujące nam w domu dwa dorosłe kocury (serio!!!), poza oczywiście moim tatą, który kotów nigdy nie lubił, żadnego chyba w życiu nawet nie pogłaskał i najlepsze na co było go zazwyczaj stać, to udawać, ze one nie istnieją. Do czasu kiedy na jego drodze - dosłownie - stanęła na dwóch łapkach malusia Ciapka, domagając się wzięcia na ręce. Chwila bezcenna i niezapomniana, bo mój tata nie tylko na ręce ją wziął, ale od tego dnia pozwolił jej nawet spać na swojej poduszce! I chociaz to było wieki temu, często wspomina Ciapke, że taka mądra bestia była "jak pies" he he! Zawsze nam było i radośnie i smutno zarazem, kiedy kolejne znajdy znajdowały nowe domy, ale Ciapkę oddawać było najtrudniej :) Musisz więcej takich candy organizowac, bo ja mam kocich historii mnóstwo, nawet z gatunku czarna komedia i horror :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgłaszam się po te cudowności. Banerek na http://ja-sabina.blogspot.com/.
    Jeżeli chodzi o koty to je uwielbiam, jak pojawiał się jakiś u mnie w domu to był to z reguły czarnuszek, a przewinęło się ich kilka, ale najmilsze wspomnienie związane z kotami to jak moja kotka się kociła i można powiedzieć, że odbierałam poród, ale jest to jednocześnie jedno z najsmutniejszych wspomnień, bo jedno z kociąt urodziła się martwe, a kotka po dwóch miesiącach zdechła.

    OdpowiedzUsuń
  23. fajne te klipsy i kolczyki niczego sobie :) Otóż ja jestem niekotowa od zawsze. Nigdy kota nie miałam w pobliżu, moja mama też nigdy za nimi nie przepadała. Zawsze w okolicy były psiaki.. Ale! Od niedawna, jak tak sobie podglądam blogi i podczytuję kociane/kotowe/ kocie opowieści to się nieco przekonuję.. Może jakbym tak częściej podglądała i Ciebie to pewnego dnia i u mnie zamieszka Marian albo inny Stanisław :) Zobaczymy :)

    Banerek tu: http://agnesssinafrica.blogspot.com/

    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgłaszam się do tej zabawy.
    banerek:http://koralikimanhi.blogspot.com/
    Moja przygoda z kotem lub raczej z kotkami zaczęła się 3 lata temu w lato. Byłam z córeczkami na działce kiedy przyjechała kuzynka i zabrała dziewczyny nad rzekę. Dość długo ich nie było, trochę się martwiłam, ale wiedziałam , ze są w dobrych rękach. Kiedy przyszły to się z lekka przeraziłam. Przyniosły 6 malutkich kotków. Nie wiedziałam co robić. Zaczęłam wydzwaniać po schroniskach ido straży miejskiej, ale oczywiście nikt nie pomógł . Nawet wam nie powiem co mówili w straży miejskiej, bo zszokowali mnie swoimi poradami. Koniec końców koty zostały na mojej głowie. Wiedziałam ,że w pobliżu jest duże gospodarstwo rolne z mnóstwem krówek i innych zwierzątek. Poszłam się zapytać czy przyjąłby pan 4 małe kotki. Pan z niechęcią , ale zgodził się gdy obiecałam pojechać z nimi do weterynarza. Dwa kotki wzięła ciocia i jeden z nich był nasz. Niestety mydo domku nie mogliśmy wziąć kicie , bo mąż i starsza córka mają uczulenie. Całe lato kotki spędziły u nas na działce , jesienią przyjeżdzam do cioci( ciocia ieszka obok naszej działki) i przywoże worki karmy i puszki na zimę. Ale potrafie Mimci zrobić niespodziankę i przyjezdzać w zimę co tydzień. On siedzi na oknie u cioci lub jest na dworze i gdy nas zobaczy to biegnie przez ten śnieg i tylko łepek widać. Zanim staniemy on już czeka pod domkiem. Taki to słodziak , tak strasznie go kocham i tęsknię .Jak był malutki to spał ze mną i leżał przy szyi tak ,że nie mogłam w nocy się przekręcić. Myślałam ,że mu to przejdzie , ale teraz też potrafi się tak wtulić i zasnąć. Oto moja opowieść. Dodam tylko ,że wszystkie moje zwierzątka które mam lub miałam były uratowane przed śmiercią. I niestety z jednym już sie pożegnałam ,ale przeżyłam to koszmarnie. Ryczałam prawie rok na jego wspomnienie a i teraz też mi się łezka zakręci w oku. Teraz drugi psiak staruszek i ledwo chodzi. Ulepszamy mu starość jak tylko się da, ale któż to wie. Przepraszam , że tak się rozpisałam. Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  25. Kocica mojej Mamy zwana przez domowników - Kiciową, przez Tatę - Natalią (bo pojawiła się w naszym domu mniej więcej w czasie gdy brat przyprowadził swoją dziewczynę Natalię i Tata chcąc zadrwić z niego wołał na Kiciowa Natalia, z kolei brat aby odgryźć się Tacie wołał na Kicię - Browar. I tak jest do dnia dzisiejszego. Natalia od niemal 3 lat jest moją bratową i w jej obecności nikt nie śmie zawołać kota tym imieniem, brat wtedy woła Browar a reszta członków Rodziny mówi po prostu Kiciowa.
    Kiciowa (kotka po sterylizacji) uwielbia mężczyzn, a zwłaszcza tych, którzy kręcą się po kuchni, otwierają i zamykają lodówkę, kroją cokolwiek (byle uderzać nożem o deskę), przybiega jak wystrzelona z procy i ociera się o nogi.

    OdpowiedzUsuń
  26. hmm... cięzko napisać o jakimś wspomnieniu... bo nabierząco codziennie tworza się nowe :) najlepsze to chyba dzień w którym dowiedziałam się że nareszcie będe miała kociaka :) i tak od tamtej chwili mój Cezary dzielnie dba bym miała mnustwo wspomnień, pobitych szklanek, nadgryzionych sznurków i kabli, kociej sierści w jedzeniu, kociej mordki w kazdej potrawie :) i co by mi się wszytskie ranki po kocich pazurkach czasem nie wygoiły ;)

    a cukierki świetne przygotowałaś ! zwłaszcza te kolczyki sa cudne, zapisuję się :) (odnosnik do bloga w "nicku")

    OdpowiedzUsuń
  27. Miałam kiedyś prawdziwego pięknego kocura. Gacek się wabił, zniszczył mi kwiaty, firanki, meble, itd. Nie znosił pieńków przywiezionych specjalnie dla Niego z lasu, ale sam któregoś dnia wybrał wolność. Wiedziony pewnie przez zew krwi czyli jakąś powabną Kicię. Piękny był, więc myślę że innemu panu mruczał przygarnięty. Dziś mam psa, tzn suczkę Fiji do czułości i głaskania, a nad nami czówa Kot Wacław. Kot Wacław jest kotem z balsy i mierzy jakieś 1,9metra, ale przecież każdy ma "jakiegoś kota". Mam i ja. Tak samo też mam ochotę na Cukiereczki od MrÓ. ....o widzę że nie tylko mój kociak miał imię Gacek, hi hi hi, lecę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  28. I ja dopisuje się do ogonka. Banerek u mnie na blogu, więc zapraszam z rewizytą http://szafa4drzwiowa.blogspot.com/ Ja niestety kota nigdy nie miałam ,ale z mężem marzymy o niebieskim kocie (rosyjskim) lub o rudzielcu. Zobaczymy czy uda nam się zrealizować marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  29. ale piękne rzeczy ;-) chętnie się zapiszę, może wreszcie uda się coś wygrać ;-)
    uwielbiam koty i wspomnienia z nimi związane...głównie dlatego, że przyjemnie mi się kojarzą z wakacjami na Mazurach u mojej rodzinki...zawsze było u nich sporo kotów...dachowców, persów i syjamów...pamiętam jak w nocy zakradały się do pokoju mojej siostry, u której spałyśmy i kładły mi się na nogach lub na szyi :-) ja jestem zmarźluchem, do tego lubię się przytulać, więc uwielbiałam te nocne wizyty kociaków ;-) no i wołali na mnie 'kocia mama', bo zawsze się nimi opiekowałam i kochałam je głaskać i słuchać ich mruczenia...mam wiele wspomnień związanych z kotami, ale to chyba właśnie te, przywołują najmilsze wspomnienia :-) poza tym miałam kotkę - tequilę :-) wyglądała jak mała tygrysica...z tymi swoimi pręgami i kropkami na brzuszku ;-) uwielbiałam tą małą psotnicę :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. całe życie marzyłam o wielkim mruczącym rudym kocurze... no i pojawiła się w naszym życiu mała ruda kuleczka, której ktoś obciął wąsiska, zagubiona ale psotna niesłychanie :) Stefan był mój i tylko mój, pozostałych domowników tolerował, właził wszędzie, wyskakiwał dachowym oknem, miauczał tkwiąc w rynnie i musiałam mu rzucać ratunkowe prześcieradło, z którym pierdołka nie wiedziała co zrobić. Dorósł, zrobił się wykastrowanym wielkim kociskiem ale nadal noce spędzał pod moją kołdrą carapicając mnie w okolicach brzucha. Pożegnaliśmy się z nim dwa lata temu i tęsknie za nim często, w zamian mam Syncia, który psotny jest jak Stefanów dwóch tylko mniej sierści zostawia :) banerek zaraz podlinkuję, na razie zachwycam się kolorami cudnych sutaszowych cacek Twego autorstwa! pozdrawiam cieplutko i miłego wieczoru życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  31. To i ja się zapisuje po te cudeńka:)
    Koty towarzyszyły mi zawsze...były o kolejno:Kitka, Batman,Czarny,Harry, Kacper:) wspaniałe dachowce,które chodziły własnymi ścieżkami...Jednak zawsze gdy był wieczór pojawiały się z najodleglejszych zakamarków, łasiły po nagach domagając się pieszczot i miseczki czegoś dobrego...:)

    OdpowiedzUsuń